2007-12-02 14:35:15 | autor: gzygzy
witam,
mam taki dość nietypowy problem. nie wiem gdzie indziej mógłbym o to zapytać i
chociaż nie jest to problem stricte dotyczący tematyki grupy, to jednak wydaje
mi się, że nigdzie indziej nie uzyskam właściwej odpowiedzi.
otóż pracuję jako elektryk (tu od razu wyjaśnię, że w błędzie są ci, którzy
myślą, że elektrycy to mają tak dobrze, bo tylko podłączą kilka kabelków, to
włączą tam przełączą i kasę zgarną). do moich zadań oprócz oczywistych
czynności jak instalacja gniazdek, wymiana żarówek i tworzenie plątaniny
kabli, jak to stereotypy głoszą należą również m.in.: montaż instalacji
odgromowych, podłączanie budynków do sieci energetycznej, oraz kładzenie
kilometrów kabli (i nie wyolbrzymiam tu liczby, naprawdę na zwykły skromny
domek zużywane jest co najmniej 2-3 km kabli).
po co ten nieciekawy wstęp? już śpieszę wyjaśnić. instalacje odgromowe to np.
wbijanie długiej szpili (w zależności od warunków jest to 1,5-4,5 m) w grunt,
za pomocą młota (najczęściej używamy takiego 5 kg). najgorzej jest, jak
budynek stoi na gruzach obiektu postawionego wcześniej, ponieważ wtedy trzeba
przebić się tą szpilą przez ceglany solidny mur - ostatnio musieliśmy wbić
szpilę 4,5 m przez średniowieczny mur obronny, a jakiekolwiek wiercenie jest
niemożliwe, trzeba było przebić się za pomocą młotka. oprócz tego dochodzi
prostowanie drutu odgromowego. polega to na kręceniu kołowrotem, który za
pomocą kilku krążków - walców prostuje stalowy drut. praca wykonywana przez co
najmniej 2 osoby, z czego jedna trzyma maszynę, a druga z całej siły kręci.
podłączanie budynku do sieci, to najczęściej kopanie dołu pod przewód. czyli
machanie szpadlem.
kładzenie kabli, to niejednokrotnie bieganie z jednego końca na drugi, tudzież
ciągłe wchodzenie na drabinę, przykręcenie uchwytów, zejście z drabiny,
przestawienie jej i znów to samo.
podsumowując, problem polega na tym, że w pracy tej, krótko, aczkolwiek
cyklicznie zdarza mi się zgrzać, a czasem i solidnie spocić. ponieważ pracuję
często na dużych chłodach, ubrany jestem bardzo ciepło, czyli ciepłe skarpety,
kalesony, buty ocieplane, spodnie, na to kombinezon, do tego bluza polarowa, a
na to jeszcze kurtka. kompletu dopełniają rękawiczki, a ostatnio nawet i
czapka. i tak mogę pracować i wykonywać zwykłe prace na dworze i nie jest mi
zimno. problem jest, kiedy zdarzają się te wspomniane wyżej sytuacje, kiedy
trzeba się spocić. metoda, którą stosuję, to stopniowe rozbieranie się (metoda
na cebulkę), tak aby w miarę, jak jest mi cieplej niwelować zgrzanie. kilka
razy zdarzyło mi się, że na mrozie machałem młotem w samym t-shircie, a ze
mnie normalnie lało się. jak tylko skończę machać młotem (zmieniamy się co
jakiś czas, bo wiadomo, nie sposób wykonywać tej czynności nieskończenie, poza
tym, nie jest to praca na cały dzień, tylko np. na 15-30 min, a później
następna taka praca będzie wykonywana za 2 godziny),w miarę jak zaczynam
odczuwać pierwsze chłody ubieram się. tak więc chłód mi nie grozi. i tutaj
dochodzimy do mojego problemu. mimo tego, że staram się jak najszybciej
rozbierać, nie sposób uniknąć spocenia. mokry jest t-shirt. niektórzy
doradzają mi, aby zmieniać po takiej pracy podkoszulek na nowy (dla mnie jest
to absurdalny pomysł, ponieważ z racji cykliczności pracy musiałbym brać ze
sobą co najmniej 5 podkoszulek). ja to widzę tak, że przyjeżdżam do pracy i
jest mi ciepło, ponieważ jestem ciepło ubrany. kiedy pracuję, reguluję
temperaturę ciała poprzez ściąganie bądź zakładanie dodatkowego ubrania. mokry
podkoszulek, staram się po skończonym wysiłku jak najszybciej ocieplać poprzez
ubieranie się i niejako suszenie moim własnym ciepłem, a kiedy znowu wykonuję
pracę, przy której pocę się, znów ściągam nadmiar ubrania. po zakończeniu
pracy ubieram się znów ciepło, wsiadam w samochód i jadę do domu. i nie byłoby
problemu, gdyby nie to, że pisząc ten tekst pociągam nosem i zużywam ogromne
ilości papieru toaletowego (chusteczki skończyły mi się po 3 godzinach).
zaczynam rozważać te zmienianie podkoszulek, ale no jakoś nie uśmiecha mi się
ciągłe rozbieranie się do gołej klaty i zmianę podkoszulki, jak i sam pomysł
wożenia, prania i babrania się z tymi ilościami ubrań. zwłaszcza, że czasem
spocę się mniej, czasem więcej. czasem ze mnie leci, a czasem ledwo plecy mam
zwilżone. codziennie rano połykam tran z rekina, zażywam rutinoscorbin. ale
nie jest idealnie. co mam zmienić?
--
|