O siusianiu i przedszkolu raz jeszcze | |
2009-09-10 22:43:58 | autor: Jarek P.
Kurcze, niby wszystko już na ten temat na grupie było, ale jednak...
Wyjątek ma w tej chwili lat 2 i 8 miesięcy i własnie poszedł do
przedszkola. Odpieluchowany był w sumie miesiąc wcześniej, ale za to
był to wielki sukces, bo wczesniej długo indoktrynowany, że powinien
wołać, że do przedszkola nie przyjmą go w pieluszce, że tylko małe
dzidziusie, wiadomo. W rezultacie, w momencie kiedy nadszedł TEN
DZIEŃ (urlop spędzany na działce moich rodziców, gdzie można było go
puścić boso i w samych majtach), w zasadzie w przeciągu jednego czy
dwóch dni przestawił się na dziecko, które oczywiście czasem się
zapomniało, ale generalnie wołało o swoich potrzebach, wręcz aż za
często (o siusiu potrafił wołać co godzinę, za każdym razem
wysikując po kilka kropli).
I tak to sobie trwało aż do czasu pójścia do przedszkola. Wyjątek
jest jedynakiem, od innych dzieci stroni, a wręcz się ich boi, co
prawda w przedszkolu się jakoś odnajduje, ale pójście tam było dla
niego wielkim stresem. Rezultat jest taki, że po pierwsze w
przedszkolu nie załatwia się wcale, wstrzymując aż do czasu
odebrania i doprowadzenia do domu (przedszkolanki uczulone na ten
problem usiłowały go nawet wysadzać na kibelek, ale mówią, że
protestował i nie chciał), w domu natomiast kompletnie się
uwstecznił, nie woła że chce na nocnik wcale, leje w gacie, o
twardszych potrzebach nie wspominając. W dodatku mamy nieodparte
wrażenie, że robi to specjalnie (zwraca na siebie uwagę? Chce w ten
sposób zrobić na powrót nynanego dzidziusia, który jest cały czas z
mamą i nie chodzi do przedszkola?), bo pytany, czy chce siku, na
ogół twierdzi, że nie, po czym za chwilę potrafi lejnąć po nogach.
Póki co usiłujemy to przeczekać, po prostu go co pół godziny ktoś
pyta, czy nie chce na nocnik (czasem zdarza się odpowiedź
twierdząca), a jeśli czas od ostatniego sikania jest zbyt długi,
jest na ten nocnik sadzany czy chce czy nie chce (nie, nie siłą, to
tylko kwestia zignorowania zaprzeczeń i zaprowadzenia do łazienki,
dalej już jest samoobsługowo).
Na dniach integracyjnych oglądał przedszkolne kible bez problemu,
korzystać nie chciał, ale siedział na tronie (w spodniach i wtedy
jeszcze w pielusze), niemniej dziś przedszkolanka mówiła żonie, że
zaobserwowała, jak Wyjątek drzwi od przedszkolnej łazienki obchodzi
łukiem, więc może jednak jakaś obawa? Wypytywany o to konsekwentnie
zmienia temat, zresztą pytany, czy w przedszkolu siusiał, też zawsze
twierdzi, że tak.
Po pierwszym dniu samodzielnie spędzonym w przedszkolu
przedszkolanka mówiła, że zawołął siku i że z jej pomocą zrobił bez
problemu, ale obecnie nam twierdzi, że on nie robił tam nigdy. To
sprzeczne, wiem, ale myślę, że wtedy, pierwszego dnia, ona jeszcze
nie rozróżniała dzieci i albo go z kimś pomyliła, albo udzieliła nam
na nasze pytanie odpowiedzi "oczekiwanej" dla własnego świętego
spokoju.
Moje pytania:
- coś z tym da się zrobić aktywnie, czy jedynie można zaciskając
zęby ścierać podłogę, prać gacie i przeczekiwać, aż się tam zadomowi
na tyle, że zacznie i z kibla korzystać?
- obecnie, w ramach dodatkowych bodźców przekonujących, ma embargo
na swoje ulubione płyty DVD z bajkami ("włączymy bajkę w nagrodę,
jak choć raz sam zawołasz, że chcesz na nocnik"), czy to słuszna
polityka, czy tylko pogłębianie stresu? Pewnie to drugie, ale
kurcze, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że sikanie w majty w domu
odbywa się specjalnie, na pokaz, a to trudno zostawić bez reakcji.
J.
|
|
2009-09-11 08:37:33 | autor: MONI|
Użytkownik "Jarek P." napisał w wiadomości
news:h8boe7$ngj$1@inews.gazeta.pl...
> Kurcze, niby wszystko już na ten temat na grupie było, ale jednak...
>
> Wyjątek ma w tej chwili lat 2 i 8 miesięcy i własnie poszedł do
> przedszkola. Odpieluchowany był w sumie miesiąc wcześniej, ale za to był
> to wielki sukces, bo wczesniej długo indoktrynowany, że powinien wołać, że
> do przedszkola nie przyjmą go w pieluszce, że tylko małe dzidziusie,
> wiadomo. W rezultacie, w momencie kiedy nadszedł TEN DZIEŃ (urlop spędzany
> na działce moich rodziców, gdzie można było go puścić boso i w samych
> majtach), w zasadzie w przeciągu jednego czy dwóch dni przestawił się na
> dziecko, które oczywiście czasem się zapomniało, ale generalnie wołało o
> swoich potrzebach, wręcz aż za często (o siusiu potrafił wołać co godzinę,
> za każdym razem wysikując po kilka kropli).
>
>
> I tak to sobie trwało aż do czasu pójścia do przedszkola.
>............
>
> Moje pytania:
> - coś z tym da się zrobić aktywnie, czy jedynie można zaciskając zęby
> ścierać podłogę, prać gacie i przeczekiwać, aż się tam zadomowi na tyle,
> że zacznie i z kibla korzystać?
> - obecnie, w ramach dodatkowych bodźców przekonujących, ma embargo na
> swoje ulubione płyty DVD z bajkami ("włączymy bajkę w nagrodę, jak choć
> raz sam zawołasz, że chcesz na nocnik"), czy to słuszna polityka, czy
> tylko pogłębianie stresu? Pewnie to drugie, ale kurcze, nie możemy się
> oprzeć wrażeniu, że sikanie w majty w domu odbywa się specjalnie, na
> pokaz, a to trudno zostawić bez reakcji.
>
> J.
każde dziecko jest inne i ten czas zanim zupełnie zdecyduje się na nocnik
róznie trwa, poza tym przedszkole to duzy stres i tyle nowego, uwstecznienie
w kwestiach nocnikowych jest bardzo częste. Zamiast karać, lepszym sposobem
jest wymyslanie sposobów aby pozytywnie wzmocnić to załatwianie sie do
nocnika. Sam zauważyłeś że sika w majty na pokaz, staraj sie tego nie
zauważać a raczej nie reagować jakoś emocjonalnie w obecności dziecka, jak
załatwi się do nocnika wtedy okazujcie swoje emocje/radość. Lepiej załozyć
że generalnie cały czas dzieci motywuje do działnia uwaga/emocje rodzica, a
czy to jest radość za sikanie w nocnik, czy złość za sikanie w majty nie ma
to znaczenia - grunt że czuje sie zauważone. Z tego co zaobserwowałam na
tamtym etapie u moich dziewczyn - jak rodzic zupełnie nie reaguje ani
pozytywnie ani negatywnie, nie ma co sobie danym tematem głowy zawracać.
Praca, działanie, uwaga dziecka jest tam gdzie są emocje. I to od ciebie
zalezy jakie emocje będzie dziecko obserwować i w jakich okolicznościach,
nad czym bedzie bardziej pracować.
Pozdrawiam
Monika
|
|
2009-09-11 09:35:59 | autor: krys
"Jarek P." wrote:
> - coś z tym da się zrobić aktywnie, czy jedynie można zaciskając
> zęby ścierać podłogę, prać gacie i przeczekiwać, aż się tam zadomowi
> na tyle, że zacznie i z kibla korzystać?
> - obecnie, w ramach dodatkowych bodźców przekonujących, ma embargo
> na swoje ulubione płyty DVD z bajkami ("włączymy bajkę w nagrodę,
> jak choć raz sam zawołasz, że chcesz na nocnik"), czy to słuszna
> polityka, czy tylko pogłębianie stresu? Pewnie to drugie, ale
> kurcze, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że sikanie w majty w domu
> odbywa się specjalnie, na pokaz, a to trudno zostawić bez reakcji.
Moim skromnym zdaniem, opartym na doświadczeniu zaparć nawykowych,
moglibyście sprobować podejść do problemu odwrotnie. Pogadać z Wyjątkiem,
pomóc mu określić powód jego stresu (Wiem, że jest ci trudno odnaleźć się w
przedszkolu, że nie podoba ci się, że nie jesteś ciągle z mamą, że co tam
jeszcze podejrzewacie go uwsteczniło.Każdemu jest ciężko, kiedy zmienia
pracę, otoczenie, ja - rodzic, też się denerwuję, kiedy idę w nowe, nieznane
miejsce. I pewnie jest ci niewygodnie w posikanych majtach, etc.) Po takiej
rozmowie sprobujcie zmienić taktykę - nie zwracać uwagi na to, że się
posikał, zapytać raz na jakiś czas, czy nie chce skorzystać z kibelka, po
czym nie robiąc problemu przebrać bez słowa w suche, posprzątać. Poczekać.
Ucieszyć się niezmiernie, jak zrobi tam, gdzie trzeba. Ja bym absolutnie nie
uzależniała bajki od sikania, bo wydaje mi się, ze on nie do końca panuje
nad tym sikaniem - bo rządzi nim stres. Ewentualnie można zapytać, czy chce
być znów małym dzidziusiem, który do przedszkola chodzi w pampersach.
Justyna
|
|
2009-09-11 09:39:54 | autor: Maciek
Jarek P. pisze:
> - coś z tym da się zrobić aktywnie, czy jedynie można zaciskając
> zęby ścierać podłogę, prać gacie i przeczekiwać, aż się tam zadomowi
> na tyle, że zacznie i z kibla korzystać?
A zastanawiałeś się co będzie, jak się nie zadomowi? Bo jakby nie
patrzeć on nie ma nawet 3 lat i może się okazać, że jest za mały na
przedszkole.
> - obecnie, w ramach dodatkowych bodźców przekonujących, ma embargo
> na swoje ulubione płyty DVD z bajkami ("włączymy bajkę w nagrodę,
> jak choć raz sam zawołasz, że chcesz na nocnik"), czy to słuszna
> polityka, czy tylko pogłębianie stresu? Pewnie to drugie, ale
> kurcze, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że sikanie w majty w domu
> odbywa się specjalnie, na pokaz, a to trudno zostawić bez reakcji.
Według mnie to zupełnie bez sensu. To co Ty odbierasz jako złośliwość
może być jego reakcją na stres, reakcją obronną itp, w każdym razie
działaniem nie zamierzonym. Karanie za to ma mniej więcej taki sens jak
klapsanie za to, że przeziębiony dzieciak kicha.
--
Pozdrawiam
Maciek
|
|
2009-09-11 09:44:49 | autor: Maciek
krys pisze:
> Moim skromnym zdaniem, opartym na doświadczeniu zaparć nawykowych,
> moglibyście sprobować podejść do problemu odwrotnie. Pogadać z Wyjątkiem,
> pomóc mu określić powód jego stresu (Wiem, że jest ci trudno odnaleźć się w
> przedszkolu, że nie podoba ci się, że nie jesteś ciągle z mamą, że co tam
> jeszcze podejrzewacie go uwsteczniło.
Tylko weź pod uwagę, że Wyjątek nie ma jeszcze 3 lat, a biorąc pod uwagę
fakt, że dopiero niedawno się odpieluchował, nie można chyba zakładać,
że jest jakoś wyjątkowo "do przodu" (bez obrazy), więc takie dyskusje
(które pewnie rodzice już prowadzą) mogą mieć mizerny skutek.
--
Pozdrawiam
Maciek
|
|
Podobne do O siusianiu i przedszkolu raz jeszcze
|
|